zpět
O klonowaniu człowieka (pl)

Pierwszy ludzki klon przyszedł na świat 26 grudnia ubiegłego roku - ogłosiła kilka dni temu należąca do sekty raelian firma Clonaid. Dziewczynce dano imię Ewa i ma być ona genetyczną kopią 31-letniej Amerykanki. W najbliższych dniach na świat ma przyjść drugie dziecko będące wynikiem procedury klonowania. Stanie się to w jednym z krajów europejskich - zapewniła w piątek szefowa firmy Clonaid, Brigitte Boisselier. Dotąd nie przedstawiono żadnych dowodów potwierdzających, że pierwsze dziecko jest rzeczywiście klonem. Jak podają raelianie, w kolejce do sklonowania czeka dwa tysiące osób. Każda gotowa jest zapłacić za to 200 tysięcy dolarów.

Jeśli włoskiemu położnikowi Severino Antinoriemu rzeczywiście udało się doprowadzić do narodzin sklonowanych zdrowych dzieci, klonowanie reprodukcyjne mogłoby być szansą na biologicznie własne potomstwo dla par cierpiących na bezpłodność. Nie mniejsze nadzieje budzą plany twórcy owieczki Dolly Iana Wilmuta, który w październiku starał się o zgodę na klonowanie ludzkich zarodków w celach terapeutycznych. Z embrionów powstałych po przeniesieniu jądra komórki pochodzącej z ciała pacjenta do jajeczka można by otrzymać komórki macierzyste zdolne przeistaczać się w dowolne komórki ciała. Uzyskane komórki lub organy można by przeszczepiać pacjentom.

Jak przy leczeniu niepłodności?

Mimo tych nadziei klonowanie - czy to reprodukcyjne, czy terapeutyczne - nie ma dobrej prasy. Chwilami można odnieść wrażenie, że potępianie klonowania jest modne jak dyskusje o Fukuyamie i telefon komórkowy. Choć klonowanie terapeutyczne bywa potępiane mniej gorliwie - pewnie dlatego, że leczenie kojarzy się z ludzkim szczęściem i sukcesem nauki - to i jego zwolenników oskarża się o zamach na ludzką godność, szczęście i tożsamość. Lecz poza robieniem niejasnych aluzji do przedmiotowego traktowania człowieka, mało który oskarżyciel wyjaśnia, w jaki sposób klonowanie miałoby naruszać te wartości.

Obojętnie, czy klonuje się w celach leczniczych, czy reprodukcyjnych, klonowanie wymaga użycia technik medycznych pochodzących z badań i praktyki leczenia niepłodności. Stosując te techniki, akceptujemy zapłodnienie in vitro, sztuczne unasiennienie i diagnostykę genetyczną zarodków. Techniki te powstały dzięki tysiącom badań, które wymagały podjęcia ryzyka uszkodzenia i uśmiercenia zarodków, a często spowodowały ich śmierć. Stosowanie tych technik w leczeniu - dzięki czemu na świat przyszło już podobno około miliona dzieci - również wymaga pogodzenia się z tym, że część zarodków zginie. Aby zwiększyć szanse sukcesu, najczęściej zapładnia się kilka jajeczek naraz i zwykle tylko z jednego rodzi się dziecko.

Przeznaczając publiczne i prywatne pieniądze na badania biomedyczne i leczenie niepłodności, wyrażamy zbiorową zgodę na uszkadzanie i uśmiercanie zarodków. Jeśli nie chcemy dyktować innym, jak, z kim i kiedy mają korzystać ze swych zdolności rozrodczych oraz jak mają żyć i wychowywać swoje dzieci, to akceptując leczenie niepłodności, musimy godzić się na powstawanie nowych form życia rodzinnego. Najnowsze techniki leczenia niepłodności już teraz otwierają drogę do posiadania biologicznie własnych dzieci osobom, które nie mogą ich mieć w wyniku własnych decyzji. Banki spermy i embrionów umożliwiają posiadanie genetycznie własnych dzieci przez osoby homoseksualne i niezamężne kobiety, które nie chcą zakładać tradycyjnych rodzin.

Zbiorowe oszukiwanie

Pod tym względem klonowanie reprodukcyjne nie rodzi nowych problemów, a zdaje się stwarzać nowe możliwości. Umożliwiałoby biologiczne rodzicielstwo niezależnie od płci i upodobań seksualnych. Realizując marzenia o rodzicielstwie, osoby homoseksualne mogłyby się obyć bez zgody sądów na adopcję. Osoby samotne nie musiałyby się martwić o roszczenia drugiego rodzica biologicznego; pokrewieństwo przestałoby być zrozumiałe samo przez się. Te niekonwencjonalne formy rodziny i pokrewieństwa nie są jednak zupełnie nieznane ludzkości. Zawsze istniały pary homoseksualne, w których wychowywano dzieci, jak choćby znane z literatury stare panny wspólnie wychowujące krewnych. Nie dziwią osoby owdowiałe i rozwiedzione, a także niezamężne kobiety same wychowujące dzieci. I nie należy do rzadkości pokrewieństwo między przyrodnim rodzeństwem i między dziećmi a przybranymi rodzicami.

Pomimo zasadniczego podobieństwa między klonowaniem i leczeniem niepłodności, tylko klonowanie spotyka niemal powszechna krytyka. Gdy myślimy o terapii niepłodności, wyobraźnia podsuwa nam kojący obraz heteroseksualnej pary z wyczekanym maleństwem w ramionach. Ten obraz podtrzymuje w nas wiarę, że nie naruszamy pryncypiów moralnych i że wszystko jest i będzie jak dawniej. Niejasno zdajemy sobie jednak sprawę, że zdjęcie, które byśmy zobaczyli w gazecie, gdyby klonowanie reprodukcyjne stało się faktem, mogłoby przedstawiać homoseksualną parę z dzieckiem bliźniaczo podobnym do jednego z rodziców albo kobietę z dzieckiem, które dosłownie nie ma taty.

Powód potępień klonowania nie tkwi w trosce o godność, szczęście i tożsamość ludzi z klonu, lecz w naszym oszukiwaniu samych siebie. Potępianie klonowania daje nam komfort wiary w bezwarunkową wartość każdej formy biologicznego życia człowieka i tradycyjnej rodziny. Wiara ta jest tak wielka, że przesłania nam prostą zależność: akceptując leczenie niepłodności, nie możemy otaczać embrionów bezwzględną ochroną moralną i trwać przy ideale tradycyjnej rodziny.

Potępiając klonowanie i akceptując leczenie niepłodności, popadamy w sprzeczność. Wmawiamy sobie, że jesteśmy wierni nienaruszalnej wartości każdej formy biologicznego życia człowieka i tradycyjnej rodzinie, a od ponad dwudziestu lat akceptujemy poczynania, które zakładają odrzucenie obydwu tych przekonań.

Armia kopii Hitlera?

W tych zbiorowych wysiłkach oszukiwania samych siebie przedstawiamy klonowanie jako symbol nauki na usługach żądnych władzy polityków i chciwych kapitalistów. Co jakiś czas autorytety straszą armiami gotowych na wszystko kopii Hitlera, a nie myślą o kosztach i celowości takiego przedsięwzięcia. Każdy żołnierz z klonu musiałby przecież być urodzony przez kobietę i wychowany na posłuszną maszynę do zabijania. Ten sam skutek można by osiągnąć już dziś dostępnymi lekami psychotropowymi, a tragedia z 11 września dowodzi, że aby wyrządzić wiele zła tysiącom ludzi, nie trzeba ani klonowania, ani armii złoczyńców. Wystarczy kilkudziesięciu ludzi i indoktrynacja. Rezygnując z tych już dostępnych i tanich środków, złoczyńcy skazywaliby swe plany na niepowodzenie, a przez to dowodzili nie tylko złych zamiarów, ale i własnej głupoty.

Oszukując samych siebie, wmawiamy sobie, że klonowanie niszczy godność, szczęście i tożsamość, lecz nie wyjaśniamy, jak to zagrożenie miałoby się zrealizować. Zagrożenie takie nie może pojawić się przez sam fakt powołania kogoś na świat drogą klonowania. Powstanie ono, gdy ludzie pokroju Antinoriego spróbują sprzedać swoje osiągnięcia, a zwykli widzowie i czytelnicy zechcą kupić ich towar. Żeby poniżyć i unieszczęśliwić ludzi z klonu, trzeba, aby naukowcy potraktowali ich jak kolejny wynalazek, media jak bohaterów telenoweli dokumentalnych, a odbiorcy jak jeszcze jedną sensację. Poniżenie i nieszczęście dzieci z klonu będzie owocem zgodnej współpracy naukowców o chorobliwej ambicji, chciwych mediów i pozbawionych skrupułów miłośników reality shows. To nie pochodzenie zagraża dzieciom z klonu, ale my z naszą wybujałą ambicją, chciwością i wścibstwem.

Zmiana prycypiów moralnych

Człowiek z klonu byłby tak samo człowiekiem jak my wszyscy. Jeśli nie mógłby się zorientować w swej tożsamości, to z powodu otoczenia, które nie chciałoby widzieć w nim prawdziwego człowieka, a np. cudzą kopię. Człowiek z klonu mógłby być tak samo inny od dawcy genów jak różne bywają od siebie bliźnięta. I tak samo nie byłby czyjąkolwiek kopią, jak nie jest nią żaden bliźniak. Gdyby człowiek z klonu miał kłopoty z własną tożsamością, to dzięki nam, którzy nie chcielibyśmy widzieć w nim prawdziwego i niepowtarzalnego człowieka.

To nie troska o pokój na świecie i dobro ludzi z klonu są powodem naszych obaw. Jest nim niejasne przeczucie, że zgoda na leczenie niepłodności to zmiana pryncypiów moralnych. Klonowanie tylko nam tę zmianę uświadamia. Zamieszanie wokół doniesień o klonowaniu ludzi dowodzi naszego zbiorowego zamykania oczu na sprzeczność naszych czynów i przekonań, której usunięcie wymaga odważnej decyzji nas wszystkich. Albo trwając przy bezwzględnej ochronie ludzkich zarodków odrzucamy klonowanie i zaawansowane techniki leczenia niepłodności, albo w imię leczenia niepłodności godzimy się na klonowanie i odmawiamy embrionom bezwarunkowej wartości. Tertium non datur.-


PLUS-MINUS
RZECZPOSPOLITA
Další články:



Copyright ©  2001-2020 SilesNet s.r.o.